Make your own free website on Tripod.com
Dole i niedole szkoły w Ludwinowie

Wszystkie te miejsca, gdzie upłynęła chociażby najmniejsza część naszego dzieciństwa, mają po latach niezwykły wprost urok. Wystarczy chociażby przypomnieć sobie książki Tadeusza Konwickiego z ich swoistą wizją Wileńszczyzny, czy też po prostu porównać krainę swojego dzieciństwa z teraźniejszością.

Jakkolwiek takie porównania rzadko wypadają na korzyść współczesnego oblicza tego miejsca, z radością jednak mogę stwierdzić,że twierdzenie to nie ma racji w przypadku szkoły w Ludwinowie, w której murach spędziłam trzy lata. Co prawda zaszły tam pewne zmiany, w wyniku których na miejscu dawnej stołówki jest teraz pokój nauczycielski, który z kolei ustąpił miejsca klasie, miejsce szatni zajmuje gabinet dyrektorski, biblioteka dzieli pomieszczenie z klasą, zaś wysłużone piece zamieniła nowoczesna kotłownia, nie zmieniło się jednak najważniejsze - panująca w niej domowa wręcz atmosfera, właściwa wielu małym szkołom, gdzie wszyscy wszystkich doskonale znają.

O dziejach tej szkoły, jak również o jej współczesnych problemach opowiedziała dyrektor Lilia Kukevičiene.

Historia powstania szkoły w Ludwinowie owiana jest mgiełką tajemniczości, nie zachowały się bowiem dokładne dane co do daty jej zbudowania. W materiałach, znalezionych w archiwach, są jedynie nieliczne wzmianki, mówiące o tym,że w latach 1920-1928 przy kościele w pobliskim Landwarowie zostały założone trzy szkoły początkowe: w Landwarowie i w Starej Wace - czteroklasowe, zaś w Ludwinowie - dwuklasowa. Szkoła mieściła się wówczas w jednym z prywatnych domów i działała tam aż do wojny.

Budynek, w którym szkoła mieści się obecnie, został zbudowany już po wojnie, w roku 1945, po tym jak część Polaków mieszkających w Ludwinowie wraz z falą innych repatriantów wyjechała do Polski. To właśnie z domów, rozebranych po ich wyjeździe, wzięto wówczas drewno potrzebne do budowy szkoły. Kilkanaście lat później, w roku 1963 dobudowano do tej szkoły część murowaną. Największym nieszczęściem tej szkoły, zdaniem pani Kukevičiene, było przyłączenie w roku 1968 Ludwinowa do Wilna, po którym mieszkańcy wsi czuli się wręcz nikomu niepotrzebni. A i fakty mówią same za siebie: dawniej ta nieduża wieś mogła się pochwalić własną biblioteką, pocztą, klubem czy też punktem medycznym, natomiast do dnia dzisiejszego przetrwała jedynie szkoła.

Tu należy zaznaczyć,że szkoła w Ludwinowie już od chwili swego powstania w roku 1945 była dwujęzyczną - polsko-rosyjską. Jeszcze kilka lat temu większe były klasy rosyjskie, nie zważając na to,że większość mieszkańców okolicznych wiosek, a i samego Ludwinowa, stanowili Polacy. Obecnie sytuacja ta całkowicie się zmieniła i teraz dwa razy więcej uczniów jest w klasach z polskim językiem nauczania.

Początkowo szkoła w Ludwinowie była ośmioletnią. Nieco później, w wyniku znanej wszystkim reformy oświatowej, szkołę tę przekształcono w dziewięcioletnią. W roku bieżącym natomiast szkole podstawowej w Ludwinowie przyznano status 10-letniej, sporo się jednak kierownictwo szkoły i nauczyciele musieli nad tym napracować. Szkole postawiono bowiem określone wymagania, którym musiano sprostać, by uzyskać upragniony status. Pierwsze z tych wymagań głosiło, że w szkole powinna być odpowiednio dobrana kadra nauczycielska. Już na samym wstępie stwierdzono,że kadra w 100% odpowiada stawianym wymaganiom. W szkole pracuje bowiem 30 nauczycieli, których część może się już poszczycić wychowaniem wielu pokoleń, pracuje bowiem w tej szkole już od wielu lat, są to między innymi Aldona Tuczkowska, Czesława Szytel, Maria Kuzborska, Lilia Kiejzik. Dyrektor z radością stwierdziła,że trzecią część wykładających w tej szkole nauczycieli stanowią jej byli uczniowie, m. in.Łucja Gornatkiewicz, czy Ryszard Kukevičius.

Nieco więcej kłopotów sprawiło drugie wymaganie, które mówiło o zapewnieniu funkcjonowania zarówno klas polskich, jak i rosyjskich. Liczba dzieci, uczęszczających co roku do szkoły w Ludwinowie, waha się od 170 do 180, z czego większość, jak już wspominałam, uczęszcza obecnie do klas polskich. Klasy rosyjskie natomiast są bardzo nieliczne, najmniejsza z nich liczy 6 osób. Kierownictwu szkoły udało się jednak zapewnić ich dalsze funkcjonowanie.

Największą przeszkodą do zdobycia statusu szkoły 10-letniej okazał się ostatni z postawionych warunków, mówiący o potrzebie wyposażenia trzech gabinetów - fizycznego, chemicznego i informatyki. Jak powiedziała pani Kukevičiene, byłoby to wręcz niemożliwe bez wsparcia rodaków z Polski. Pomocną dłoń szkole wyciągnęło Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej z Piły z Wilhelminą Gabryś na czele, które wyposażyło w tej szkole gabinet fizyczny. Wsparcie okazała również Wspólnota Polska, która ofiarowała szkole chemikalia niezbędne do wyposażenia laboratorium chemicznego, natomiast Konsulat Rzeczypospolitej Polskiej w Wilnie sprezentował szkole komputer. Dwa kolejne komputery szkoła otrzymała w darze od Polonii Amerykańskiej.

Po sprostaniu wspomnianym wyżej wymaganiom szkoła podstawowa w Ludwinowie uzyskała status 10-letniej i już w tym roku polska klasa 10 liczy 11 uczniów, rosyjska zaś - 8.

Jak stwierdziła pani Kukevičiene, duże wsparcie finansowe szkoła w Ludwinowie otrzymuje również od Ministerstwa Oświaty, Merostwa, jak również starostwa w Ponarach, na którego czele stoją niezmiernie przychylni tej placówce nauczania starosta Rimas Indrašius i jego zastępca Rimas Skaistis. Wszystkie jednak środki, przydzielane przez te organizacje, pochłaniają remonty szkoły. A nakładów finansowych wymagały one niemałych. W ciągu ostatnich trzech lat w szkole tej bowiem całkowicie wymieniono pokrycie dachu, przeprowadzono inne niezbędne naprawy. Dyrektor najbardziej jednak cieszy fakt, że stare, wysłużone piece kaflowe służą już tylko do upiększania szkoły, a nie do jej ogrzewania. Ich funkcję przejęła bowiem zbudowana niedawno nowoczesna kotłownia pracująca na gazie płynnym. Tu przychodzą na myśl słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego: "Co człowiekowi łatwo przychodzi, nie jest należycie docenione, nie wywołuje uczucia wdzięczności, przeciwnie - mnoży zapotrzebowania. Dlatego ceńmy sobie rzeczy trudne." Dzieci, oczywiście, należycie oceniają to wszystko, co kierownictwo szkoły robi, by w tym maleńkim ośrodku nauczania było ciepło i przytulnie.

Jak już wspominałam wyżej, szkoła w Ludwinowieściśle współpracuje ze starostwem w Ponarach. Szczerze mówiąc nie znam zbyt wiele instytucji państwowych, które by na Nowy Rok uczniom klas początkowych ofiarowały prezenty, latem zaś dla tych najzdolniejszych organizowały wyjazdy nad morze. Przedstawiciele starostwa są częstymi gośćmi w szkole, do której chętnie przybywają na wszystkie organizowane przez dzieciświęta, takie jak "Dary Jesieni" czy też "Jasełka Bożonarodzeniowe".

I tu wyłania się pewien problem. Wszystkie bowiem te święta latem się odbywają na szkolnym boisku, zimą zaś na korytarzu. Szkoła w Ludwinowie nie ma bowiem ani auli, ani sali gimnastycznej. Zimą nawet zajęcia z wychowania fizycznego odbywają się na korytarzu. Jak powiedziała dyrektor, problemu tego szkoła własnymi siłami nie potrafi rozwiązać. Tu pani Kukevičiene wspomniała niedawne inwestycje, w których wyniku została zbudowana szkolna kotłownia. Aż trzecia część kosztów, związanych z jej budową, poszło wówczas na opłacenie przeróżnych planów topograficznych, toponimicznych itp. Potrzebne jest więc wsparcie, nawet najmniejsze rodaków z Polski. Dyrektor jest przekonana, że resztę środków, potrzebnych na budowę sali gimnastycznej i auli, potrafi zdobyć na miejscu. Będzie to możliwe tymłatwiej,że miejsca pod budowę szkoła ma pod dostatkiem, terytorium jej bowiem obejmuje około 2 ha ziemi.

Ogólnie rzecz biorąc, brak wystarczającej liczby gabinetów, w których mogłoby się odbywać nauczanie, jest podstawowym problemem tej szkoły. Niekiedy zajęcia odbywają się wprost na korytarzu (jak miało to miejsce wówczas, gdy odwiedziliśmy tę szkołę), a uczniowie klasy pierwszej uczą się w jednej klasie z czwartoklasistami.

Katastrofalny wręcz brak pomieszczeń jest również powodem tego,że w jednej sali mieści się gabinet fizyczny, chemiczny i informatyki. Ten ostatni od reszty klasy dzieliżelazna krata, by dzieci podczas przerwy nie miały wolnego dostępu do komputerów. Z powodu braku gabinetów kierownictwo szkoły zdecydowało się również na tak drastyczny krok, jakim jest zlikwidowanie stołówki. Dzieci co prawda nie zostały pozbawione obiadów. Posiłki otrzymują w barze, który się mieści w sklepie naprzeciwko szkoły...

Z radością należy stwierdzić,że mimo tych wszystkich kłopotów, ani dyrekcja szkoły, ani nauczyciele się nie załamują, tylko czekają na poprawę zaistniałej sytuacji i pracują dalej - nauczają, organizują różnego rodzaju imprezy. Dużą zasługę w tym wszystkim należy przypisać, zdaniem dyrektor, samorządowi szkoły, do którego obok nauczycieli wchodzą również rodzice dzieci uczęszczających do tej szkoły. Do samorządu wchodzą m. in. Halina Paszkowska, Dana Bujnowska, Jan Kajdanowicz, na których natychmiastową pomoc rodzice zawsze mogą liczyć.

Na uwagę zasługuje fakt, że w szkole tej istnieje dziecięcy zespół folklorystyczny, który prowadzi Łucja Gornatkiewicz. Jej wychowankowie tańczą już krakowiaka, kujawiaka i poloneza, zaczynają też ćwiczyć polkę. Zespół ten jest jeszcze bezimienny, z nadaniem mu nazwy postanowiono bowiem zaczekać do czasu, aż szkoła będzie mogła nabyć stroje. Jak na razie, powiedziała Łucja Gornatkiewicz, sumienie nie pozwala o nie prosić dyrektor, każdy grosz bowiem idzie na bieżące remonty. Z tego też względu niezmiernie mile widziana by była każda pomoc czytelników. A lista rzeczy potrzebnych dzieciom, szczególnie tym najmłodszym, jest spora. W tej chwili szkołę nie stać bowiem na naprawę pianina, czy też zakup nowego akordeonu i instrumentów muzycznych na lekcje muzyki, pomocy dydaktycznych z matematyki i polskiego. Bibliotece szkolnej brakuje literatury dziecięcej, m. in. książek takich pisarzy i poetów, jak Brzechwa, Tuwim czy też Andersen. Dlatego też wszyscy ci, którzy chcieliby w jakiś sposób pomóc szkole w Ludwinowie proszeni są o zgłaszanie się pod adresem:

2045 Wilno, ul. Ludwinowo 128.

Nawet najmniejsza pomoc na pewno ucieszy tych, którzy uczą się i nauczają w tej szkole.

Beata Garnyté
Nr. 45, 4 - 10 listopada