Make your own free website on Tripod.com
Gintaras SARAFINAS

Kurioza w wyższych sferach

Prezydenci i posłowie na Sejm Litwy ciągle trafiali i jeszcze trafiają w kuriozalne sytuacje. Tylko nieporozumienia spowodowane przez jednych skłaniają cudzoziemców do uśmiechu, natomiast niechlujstwo i wiejskie zachowanie się innych po prostu budzi przerażenie.

Zorganizowany na początku tego roku bal wiedeński w Wilnie w zasadzie miał charakter reprezentacyjny. Jako że przed bankietem były próby i krótkie przeszkolenie, więc w ciągu kilku godzin przedstawiciele wyższych sfer po prostu nie zdążyli pokazać swego prawdziwego oblicza: nikt w tańcu nie rozciągnął się jak długi, nikt za dużo nie wypił i nie czołgał się pod stołem, nikt nie pił szampana z kielicha sąsiada i nie spał w ubikacji. Jednakże w imprezach nie mających charakteru reprezentacyjnego nasze wyższe sfery nie są takie solidne.

Spośród tych wyższych sfer najgorzej, chyba, wypadają posłowie na Sejm. Czy dlatego, że mają znakomite poczucie humoru, czy też w ogóle nie zwracają uwagi na swój wygląd, najczęściej przytrafiają się im sytuacje kuriozalne.

Specjaliści od protokołu dyplomatycznego, wspominając wizytę naszych wybrańców w Austrii, jednocześnie i śmieją się, i płaczą. Niektórzy nasi posłowie w Wiedniu ze stołu pakowali do kieszeni kawałki chleba, cukierki, jeden chwycił ze stołu i włożył do torby nie dokończoną butelkę wina, aby w czasie drogi powrotnej nie było tak nudno i mieć czym zaspokoić pragnienie.

Mówiąc prawdę, nie ma prawie przyjęć, na których bywają przedstawiciele litewskich wyższych sfer, aby nie zaistniało jakieś nieporozumienie. Niekiedy nasi dyplomaci i posłowie na Sejm przesiadują zbyt długo i do końca "dobijają" pozostałe na stole napoje i kanapki, w innych przypadkach za dużo popiją i potem wygadują różne niedorzeczności. Pewnego byłego ministra do teatru i na bankiety odprowadzały i ciągle jeszcze odprowadzają trzy towarzyszki. Dlatego z całkowitym uzasadnieniem ironizuje się: "Minister i trzy jego kobiety". A propos, niektórzy litewscy ministrowie częstokroć zapominają, że na bankiety chodzi się nie tylko po to, aby się najeść i wypić jak najwięcej wina oraz piwa, ale też stwarzać jak najlepszy wizerunek swego kraju, nawiązywać nowe kontakty.

Pewien litewski prominent wydał za granicą przyjęcie, na którym spośród napojów podano tylko wódkę. Znawcy protokołu dyplomatycznego z trudem potrafili namówić, aby obok wódki postawić sok pomidorowy, żeby dyplomaci mogli przyrządzać koktajl "Krwawa Mary". W przeciwnym bowiem razie goście, zazwyczaj pijący wino, musieliby poprzestać wyłącznie na wódce, co właśnie czynili niektórzy przedstawiciele litewskich wyższych sfer.

Niektórzy, często jeżdżący za granicę parlamentarzyści, swym postępowaniem naprawdę nie przyczyniają się do kształtowania pozytywnego wizerunku Litwy. Chociaż, gdy wyjeżdżają za granicę, otrzymują spore diety, jednak zwykle oszczędzają te pieniądze i w hotelach gotują ziemniaki, smażą placki i kotlety, powodując uśmiech mieszkających tam również dyplomatów.

Drapią się przy stole negocjacyjnym

Bywało, że niektórzy posłowie na Sejm, siedząc przy stole negocjacyjnym i prowadząc rozmowy z delegacjami na najwyższym szczeblu, wcale nie krępując się, podnosili nogawki spodni i poprawiali skarpetkę lub drapali się w nogę. Bywają również tacy, którzy podczas obiadu dłubią w nosie, nakręcają zegarki albo kręcą guziki marynarki. Jeszcze inni, ziewając w czasie dyskusji lub rozmów, ostatecznie zasypiali. Najnowsza historia - przy stole usnął parlamentarzysta Algirdas Patackas. Tych śpiących niekiedy budzą telefony komórkowe, dzwoniące w kieszeniach tych, którzy nie znają się na etykiecie.

Część posłów na Sejm przed wyjazdem do innego kraju wcale nie szykuje się do spotkań, częstokroć nawet nie wie, jaki jest cel podróży. W Sejmie nawet przestrzega się zasady: skoro zagranicą byłeś już pięć razy, a twój kolega nie był jeszcze ani razu, więc niech jedzie, a co tam będzie robił, nie jest zbyt ciekawe. Wycieczka. Nie jest wcale tajemnicą, że wcale nie przygotowani członkowie delegacji niekiedy nabierają takiej śmiałości i zaczynają tak wyrażać swoją opinię i interpretować, że cudzoziemcy z przestrachem pytają: "Skąd go wykopaliście"?.

Największym nieszczęściem naszych wyższych sfer jest to, że nie troszczą się o wygląd zewnętrzny. Niektórzy parlamentarzyści dotychczas nie nauczyli się przyzwoicie ubierać, umyć głowy, naperfumować się. Na przykład, pewien obecny poseł na Sejm lubił na przyjęcia najwyższego szczebla wkładać sandały (koledzy pewnego razu widzieli tego samego parlamentarzystę, gdy chodził po parlamencie niemieckim z siatką pełną prezentów dla rodziny). A pewien sygnatariusz Aktu Niepodległości po prostu uwielbiał białe obuwie i stale tym zadziwiał cudzoziemców.

Chociaż ci posłowie znają języki, są profesjonalistami w swej dziedzinie, jednak ich niechlujstwo zaciera całą mądrość. Cudzoziemcy są bardzo spostrzegawczy - spojrzą na obuwie, skarpetki, kant na spodniach oraz na zegarek i w ciągu kilku sekund wyrabiają o nim mniej więcej prawidłową opinię.

Swym wyglądem zadziwiają nie tylko posłowie. Pewien doradca prezydenta Valdasa Adamkusa na przyjęcia przychodził w sportowym obuwiu, a inny doradca chodzi dotychczas w spodniach, nie prasowanych od miesiąca.

Eksperci protokołu dyplomatycznego prawie nie mają zarzutów wobec samego prezydenta - V. Adamkus znakomicie reprezentuje kraj, mówi też swobodnie po angielsku, ubiera się zgodnie z wymogami protokołu, doskonale zna się na etykiecie zachowania się przy stole, postępuje szczególnie taktownie. A propos, ciekawy szczegół: nie wiadomo dokładnie, ale ubranie prezydent utrzymuje w porządku, prasuje, jak się wydaje, sam albo czyni to jego żona. Przypomnimy, że o odzież i wizerunek prezydenta USA Billa Clintona troszczy się blisko 200 osób - jedni go ubierają, drudzy czeszą, trzeci pudrują, jeszcze inni dobierają ubrania, dbają, aby prezydent był odpowiednio oświetlony.

V. Adamkusowi można zarzucić chyba to, że zasypia w miejscach publicznych. Litewscy przedsiębiorcy twierdzą, że widzieli, gdy dosyć długo siedział z zamkniętymi oczami w sali konferencyjnej w Tallinnie. Inne źródła wspominają, że prezydent usnął podczas mszy w Niemczech. Jednakże, jak mówią osoby towarzyszące, V. Adamkus przybył do Niemiec z USA, podróż była męcząca, prócz tego zmieniła się strefa czasowa, a msza odbywała się po łacinie, więc w kościele drzemał nie tylko prezydent, ale i towarzyszące mu osoby, a ochroniarze szczypali się, aby nie usnąć.

Materiały wybuchowe w walizce

Eks-prezydentowi Algirdasowi Brazauskasowi często przytrafiały się kłopotliwe sytuacje, ale zwykle nie z jego winy. Na przykład, w Austrii A. Brazauskasowi zabrakło gotówki i przez chwilę czuł się on bardzo niezręcznie. Z pomocą pośpieszył prezydent Łotwy Guntis Ulmanis, który, nawet nie proszony, uregulował przedstawiony Brazauskasowi rachunek. Naturalnie, że później prezydent Litwy zwrócił dług.

Inne nieporozumienie zdarzyło się w Argentynie. Na lotnisku Brazauskas razem z delegacją nie mógł czekać na bagaż, musiał bowiem śpieszyć na spotkanie z prezydentem Argentyny. W urzędzie prezydenta przywódca argentyński wręczył Brazauskasowi odznaczenie, nasz prezydent chciał się zrewanżować tym samym, jednakże walizka z medalami została na lotnisku. Brazauskasowi pozostało tylko się uśmiechnąć i zapowiedzieć, że medal zostanie wręczony później, podczas kolacji.

Pewnego razu nieporozumienie nastąpiło w litewskim Urzędzie Prezydenta. Z A. Brazauskasem spotykali się wtedy posłowie na Sejm, wśród których był też Emanuelis Zingeris. Po rozmowie E. Zingeris udał się na lotnisko, wsiadł do samolotu i dopiero wtedy uprzytomnił sobie, że w Urzędzie Prezydenta pozostawił walizkę. Parlamentarzysta pośpiesznie zatelefonował do pracowników urzędu, ci zaś postanowili zażartować i poważnym głosem oznajmili, że prezydent przestraszył się, sądząc, że walizka zawiera materiał wybuchowy, i wezwał saperów z "Arasu".

E. Zingerisowi najczęściej chyba przytrafiają się kłopotliwe sytuacje. Co prawda, jego umiejętność wyjścia z każdego położenia, znakomita zdolność obcowania, mnóstwo ważnych znajomości stokrotnie równoważą wszystkie kurioza i niezgodne z protokołem postępowanie. Tym bardziej, że również dyplomaci zagraniczni wiedzą już, iż E. Zingeris jest nieco roztargnionym politykiem.

Koledzy E. Zingerisa, posłowie na Sejm, opowiadają wiele historii o przewodniczącym sejmowego Komitetu Praw Człowieka i Obywatela i ds. Narodowości.

Parlamentarzyści żartowali, że E. Zingerisowi nie ma nic łatwiejszego, jak spóźnić się dokądś albo zapomnieć swoich rzeczy. Pewnego razu delegacja posłów na Sejm Litwy przebywała w pewnym zachodnim państwie. Wszyscy umówili się, że do autokaru wrócą o godz. 15, musieli bowiem zdążyć na przyjęcie w innym mieście. Zebrani o tej godzinie parlamentarzyści spostrzegli, że brakuje tylko E. Zingerisa. Przybiegł on zadyszany po 40 minutach i z uśmiechem oświadczył: ?Oto już jestem, możemy jechać?. Po przyjeździe do tego miasta okazało się, że E. Zingeris zapomniał walizki, w której, m. in., był prezent dla organizatorów przyjęcia. Nawet wtedy E. Zingeris nie stracił głowy, wywrócił kieszenie i powiedział: "Nie mam nic, co byśmy mogli określić jako prezent i wręczyć gospodarzom. Popatrzcie w swych walizkach, może ktoś ma zbyteczne przedmioty". Jednakże nikt się nie gniewał na niego, wszyscy tylko się śmieli.

Wesoła historia przytrafiła się E. Zingerisowi również w Oxfordzie. Parlamentarzysta razem z kolegami udawał się na spotkanie z ważnymi działaczami instytutu żydowskiego. Przed wejściem do gmachu, w którym miało się odbyć spotkanie, jeden członek delegacji na coś nadepnął. Okazało się, że to oderwana podeszwa z buta E. Zingerisa. Członkowie delegacji zaczęli rozważać, czy w tej sytuacji nie należałoby odłożyć spotkania. Jednakże sam E. Zingeris niewzruszenie powiedział: "Nic takiego, możemy iść". Naturalnie, że w czasie spotkania wszystkie spojrzenia skupiały się na bucie Zingerisa. Nasz poseł uważnie obejrzał obuwie gospodarzy i powiedział jednemu z nich: "Kolego, wydaje mi się, że nasze obuwie jest tego samego rozmiaru, może zamienilibyśmy się". Przedstawiciel instytutu nieco się zakłopotał, ale zaraz odpowiedział, że nie jest konieczna wymiana obuwia. Raczej pójść do kawiarni, gdzie Zingeris i bez jednego buta może zjeść obiad, a przez ten czas but zostanie naprawiony. Tak też zrobiono.

Inna anegdotyczna sytuacja. Na lotnisku żołnierz wojsk ochrony pogranicza poprosił o okazanie paszportu. E. Zingeris pokazał. Funkcjonariusz oświadczył, że w paszporcie brakuje wizy i nie może przepuścić go. Wtedy poseł wydobył jeszcze jeden paszport dyplomatyczny, ale w nim też nie było wizy, więc musiał wydostać trzeci. Ostatecznie E. Zingeris wyłożył stos paszportów i poprosił, aby znaleźć potrzebny z wizą. Urzędnik po prostu oniemiał.

Cudzoziemcom bardzo się spodobał taki "wyskok" Zingerisa. Pewnego razu podczas rozmowy z przedstawicielami NATO E.Zingeris niespodziewanie zapytał: "Kochani, czy któryś z was siedział kiedykolwiek między dwoma Rosjanami"?. Wszyscy odpowiedzieli, że mieli okazję siedzieć obok jednego Rosjanina, ale między dwoma - to nie. Wtedy Zingeris oświadczył: "Na posiedzeniach Rady Europy uczestników usadawia się według alfabetu. Jak wiecie, moje nazwisko zaczyna się na literę "Z", więc przymusowo siedzę między dwoma Rosjanami - Gennadijem Ziuganowem i Władimirem Żyrinowskim. Wierzcie, że czuję się nieco nieswojo. Czy nie wydaje się panom, że sytuacja Litwy trochę przypomina moje miejsce w Radzie Europy i bardzo jej przydałoby się członkostwo w NATO"?. Na posiedzeniu rozległ się przyjacielski śmiech.

Opowiadając te kuriozalne historie posłowie wcale nie wyśmiewają E. Zingerisa i dodają stale, że nieformalnie zachowanie się i roztargnienie innej osoby mogłoby się wydać wadą, natomiast u Emanuelisa wydaje się to zaletą. Jego łatwość obcowania i powiązania w bardzo wysokich i wpływowych kołach Europy i USA przyniosły Litwie wiele korzyści.

Wesołe zasady etykiety

W latach 1990-1994 litewscy dyplomaci i funkcjonariusze w czasie różnych spotkań i przyjęć za granicą zachowywali się tak skandalicznie, że opracowano i wręczono zasady postępowania. Zapoznajemy z niektórymi spośród nich.

1. Wychodząc nie zabieraj cudzych kwiatów.

2. Na ulicy nie jedz, nie czesz się, nie czyść paznokci.

3. W teatrze między rzędami przechodź odwrócony plecami do sceny.

4. Nie noś wiecznego pióra, okularów, grzebienia w zewnętrznej kieszeni.

5. Nie siadaj do stołu pierwszy, serwetkę kładź na kolanach, a nie zatykaj za kołnierz.

6. Nie podstawiaj powtórnie swego talerza, nie jedz z noża, nie krusz chleba do zupy.

7. Przy stole nie rozkładaj łokci, nie szturchaj nimi sąsiada w podbródek, chcąc zwrócić uwagę.

8. Nie opowiadaj przy stole o swych chorobach, nieszczęściach, nie baw się sztućcami.

9. Ocieraj serwetką tylko usta, a nie twarz.

10. Nie dłub w nosie w miejscach publicznych.

11. Nie wchodź bez pukania, płaszcz pozostawiaj w przedpokoju.

12. Nie pokazuj widocznego niezadowolenia z nudnych ludzi, nie bądź ponury, jeśli ci się wydaje, że na ciebie nie zwracają uwagi.

13. W dużym towarzystwie nie mów głośno o sprawach, zrozumiałych tylko tobie i twemu rozmówcy.

("Veidas" z 18 listopada1999 r.)

NG 49 (434)