Make your own free website on Tripod.com
Anna Milewska

"Każdy człowiek ma coś w sobie..."

Teraz Marek przyjechał na wakacje do domu. O tym dowiedziałam się od nauczycieli Szkoły Średniej nr 1 w Białej Wace. Jego przyjście do szkoły, której absolwentem został w tym roku, posłużyło nauczycielom tematem do rozmów przez cały dzień. Zaintrygowana tą wiadomością, umówiłam się z Markiem na spotkanie.

- Jak się stało, że się zdecydowałeś na taki krok?

- Myślałem o tym nie jeden dzień i nie jeden raz, a 4 lata. Ta decyzja była owocem wielu przemyśleń. Od 1989 roku zacząłem usługiwać księdzu w kościele rudnickim. Wówczas pracował tam ksiądz salezjanin. Spotykałem się potem z innymi członkami tego zgromadzenia zakonnego. Kontaktowałem się z nimi poprzez różne wyjazdy i rekolekcje, które się odbywały na Białorusi, w Polsce i w innych państwach. Gdy poznałem salezjanów, bardzo mi się podobali, przede wszystkim rodzajem swojej działalności, polegającej na pracy wychowawczej młodzieży.

Zakon salezjanów został założony w XIX wieku przez ks. Jana Bosko. Obecnie zakon salezjanów jest w Kownie, w Olicie i w Wilnie w dzielnicy Łazdynai. Budują swój kościół w Rumđiđkes. Swoich uczelni na Litwie nie mają, dlatego wyjechałem uczyć się do Moskwy, gdzie się mieści inspektorat na okręg wschodni. W Polsce są 4 takie inspektoraty, w których działają salezjanie.

-Szczerze mówiąc, nikt się nie spodziewał, że...

-Każdy człowiek ma coś w sobie, w swoim sercu, o czym nie może wszystkim opowiadać. Żyję tak jak chcę. Wcale nie zależy mi na tym, co powie rodzina, czy ktoś inny. Każdy ma w życiu jakiś cel, do którego dąży, powinien jednak kroczyć dobrą drogą, a nie złą. Myślę, że ta droga jest moim powołaniem.

-Jak długi jest okres nauki?

-Żeby zostać księdzem, trzeba uczyć się 10 lat: 2 lata nowicjatu, 2 - filozofii, 2 - asystencji, 4 - teologii. Uczymy się na razie 4 języków: włoskiego, łaciny, angielskiego i rosyjskiego. Jeżeli zaliczę ten rok i następny, rozpocznę studia nad filozofią. Dodatkowo będdzie nauka jeszcze 2 języków, dlatego że musimy obcować z całym światem- opowiadał Marek. - Włoski jest dla nas językiem bardzo ważnym. Założyciel naszego zakonu święty Jan Bosko mieszkał w Rzymie. Pochodził z małego miasteczka we Włoszech. Angielski, jak wiadomo, zna cały świat, natomiast łacina obowiązuje każdego księdza. Uczymy się rosyjskiego, bo jesteśmy na terenie Rosji. Chociaż wszyscy księża wykładający w nowicjacie, gdzie jestem, są z Polski, lekcje wygłaszają w języku rosyjskim.

-Czy dajesz sobie radę z nauką?

-Na razie, tak.

-Czym się zajmujesz w czasie wolnym?

-W wolnej chwili można poczytać, czy też trenować w mini siłowni, zagrać w ping - ponga. Wiele czasu zajmuje jednak praca w studium, gdzie trwają przygotowania do zajęć w dniu następnym. Więc sroga dyscyplina...

-Jakie wrażenia odniosłeś z kilkumiesięcznego pobytu w seminarium? Wyjechałeś tak daleko od domu...

-Słuchacze seminarium pochodzą z wielu krajów świata i wszyscy żyją w zgodzie. W nowicjacie jest nas 15: z Gruzji, Białorusi, Ukrainy, Rosji (Jakucja, Samara) i ja jeden z Litwy. Proces adaptacji nie sprawił mi trudności, ponieważ już przedtem często wyjeżdżałem z domu.

Podczas rozmowy się wyjaśniło, że uczelnia znajduje się w odległości 10 km od Moskwy, w miasteczku Oktiabrskij, w którym mieszka około 14 tys. ludzi. ?Moskwa jest tak dużym miastem, że mieszkańcy miasteczka uważają, iż są częścią stolicy?- wyznał Marek.

-Jak wygląda sprawa finansowa?

-Jesteśmy na pełnym utrzymaniu zakonu, dlatego pieniędzy nie potrzebujemy. Otrzymałem również bilet na powrót do domu.

-Ciekawią mnie bardzo tradycje seminarium...

-Obchodzimy wszystkie święta. Obchodziliśmy uroczystość Wszystkich Świętych i Zaduszki, chociaż nie mamy tam cmentarza rzymsko - katolickiego. Przez cały tydzień chodziliśmy się modlić na cmentarz prawosławny. Mamy też swoją kaplicę.

Z okazji świąt Bożego Narodzenia wysyłamy wszystkim księżom okręgu wschodniego pozdrowienia. Gdy ktoś wyjeżdża, wiezie pozdrowienia dla rodziców od magistra. Jeżeli uczeń powinien zostać w seminarium, to pozdrowienia są wysyłane.

Markowi najbardziej wryła się w pamięć konsekracja kościoła w Moskwie 12 grudnia br.

- Na uroczystość przybył legat papieski Angelo Sodano. W konsekracji uczestniczyło również 5 kardynałów, 38 biskupów, 80 księży. Zaproszono też ambasadorów. Obecni byli przedstawiciele seminarium duchownego z Petersburga. Tłumy ludzi... Było pięknie. Dary złożyli także reprezentanci Litwy - dwie panie z Kowna. Uroczystość transmitowano na cały świat. Przybyli korespondenci takich telewizji jak BBC, CNN, Telewizja Papieska z Watykanu i in. Święto nadawało Radio Maryja w Polsce. Nie wiem, dlaczego nie było żadnych korespondentów z Litwy... Nikogo nie zauważyłem. Oglądaliśmy uroczystość w TV Polonia.

-Po przyjeździe poszedłeś do szkoły.

-Chciałem spotkać się z nauczycielami. Zaprosili mnie do pokoju nauczycielskiego i dużo rozmawialiśmy. Pytali o wszystko, a głównie o naukę, bo w szkole miałem trudności z nauką języków. Myślę, że nauczyciele naszej szkoły są najlepsi, jacy tylko mogą być. Nie wiem jak jest w innych szkołach, ale w naszej, jeżeli uczeń będzie chciał, to nauczyciel poświęci mu tyle czasu i uwagi, ile trzeba. Natomiast jeżeli uczeń patrzy na naukę przez palce, to jakby się nie starali, wszystko idzie na marne.

-Jak wyobrażasz sobie swoją przyszłość?

-Na razie nie myślałem o tym, przecież minie ogrom czasu, całych 10 lat, dopóki skończy się nauka. Przyszłość nie zależy ode mnie. W związku z tym, że należę do inspektoratu wschodniego, mogę być wysłany do pracy na Ukrainę, Białoruś, czy gdzieś do Rosji. Jeżeli chcesz zostać księdzem, musisz być gotów na wszystko. Niczym się nie różnimy od innych księży, tylko mamy swój cel - pracę z młodzieżą.

-Dziękuję za rozmowę.

Życzyłam Markowi wytrwałości w dążeniu do obranego celu.

Fot. ks. Józef Bogusz (Polska)

NG 1-2 (438)