Make your own free website on Tripod.com
Kęstutis PETRAUSKIS

W polityce narodowej - rosyjskie motywy

Litwa staje się mini Rosją. Nie tylko dlatego, że państwo jest na granicy bankructwa. Co prawda, nie ma tu księstw "Lukoilu" czy "Gazpromu", ale są dworki litewskich przedsiębiorstw państwowych. Jest tu już również partia władzy - zrzeszony przez eks-premiera Rolandasa Paksasa twór polityczny

Litwa jest podobna do Rosji dlatego, że bez względu na wszelkie kryzysy najlepiej żyje władza. Życie to niekiedy zaprawiają goryczą ujawnione błędy w deklaracjach majątkowych, skandale w związku z wykorzystaniem stanowiska służbowego i zajęciem przez władze parcel ziemi w stolicy. Piąta legitymacja partyjna w ciągu pięciu lat, na wpół darmowe bilety na prom morski dla "potrzebnych" ludzi, podwójne diety delegacyjne w dolarach, tytuły dyplomatyczne i solidne dodatki w litach dla sekretarek oraz studentów.

Jak Litwa nie będzie podobna do Rosji, skoro władza lepiej niż "mizerni" obywatele wie, jak trzeba rządzić państwem. Jedna kompania "politykierów" dochodzi do przekonania, że Litwin nie jest w stanie kupić biletu autobusowego. Więc trzeba wspomagać. Obejmując rządy inna kompania strategów decyduje: ulg nie będzie. Ale, ani jedni, ani drudzy nie śpieszą z wysiadaniem z limuzyn służbowych. Rzeczywiście, czy w naszych czasach samochód jest luksusem?

Nie ma przedsiębiorstw państwowych, które pracowałyby z zyskiem. Więc one bankrutują? Nic podobnego. Na podstawie tego, jak kierownikom przedsiębiorstw państwowych wypłaca się pensje, premie, zasiłki i dodatki, można sądzić, że wszystkie one prosperują znakomicie. Są to państwowe dwory utrzymujące rodziny, bliskich, przyjaciół dyrektorów.

Jeszcze do byłego ministra gospodarki Eugenijusa Maldeikisa zwracali się posłowie na Sejm, prosząc o wyjaśnienie, dlaczego utajnione są uposażenia kierowników przedsiębiorstw państwowych. Nie otrzymano żadnej odpowiedzi ani od byłego, ani od aktualnego ministra. Tylko z pogłosek wiemy, że utrzymywani przez ludzi naczelnicy zarabiają od 4 do 21 tys. litów miesięcznie.

W ubiegłym tygodniu minister środowiska Danius Lygis długo poszukiwał rozlanej w Butinge ropy naftowej. Nie znalazł. A może nie miał czasu? Wszak, jak się okazuje, minister dotychczas zajmuje się tym, że podpisuje legitymacje służbowe inspektorów. Ważna, iście ministerialna praca.

Ministrowi nie wypadałoby się interesować, co robią kierownicy przedsiębiorstwa katastru i rejestru ziemi oraz innych nieruchomości. Kontrolerzy urzędu kontroli państwowej, przyzwyczajeni już do różnych machinacji, byli oszołomieni, gdy ujrzeli, że w roku ubiegłym dyrektor przedsiębiorstwa zarobił ponad 130 tys. litów, a dyrektor filii wileńskiej - przeszło 150 tys. litów.

Mówiąc zwyczajnie - to była "Valda". Któż nie miał do czynienia z tym przedsiębiorstwem? Niekulturalnymi pracownikami, a co najważniejsze, z opłatami, nie wiadomo za co zdzieranymi od mieszkańców. Czy ktoś interesował się, dlaczego tylko za pomiary mieszkania lub działki trzeba wyłożyć kilkaset litów i jeszcze przywieźć pracownika przedsiębiorstwa? Ale nie zaprzątajmy głowy ministrowi D. Lygisowi. Poszukuje on plam ropy na Bałtyku.

Litwa upodabnia się do Rosji dlatego, że wyborcy całkowicie stracili zaufanie do istniejących partii politycznych. I zupełnie słusznie. Co zdziałali będąc u władzy konserwatyści i chrześcijańscy demokraci, prócz dzielenia parcel, podróży za pieniądze podatników, "wyprawy krzyżowej" przeciwko prasie, wewnętrznych intryg? Czy to nie oni najmocniej cierpieli i cierpią na ból głowy, spowodowany myśleniem, gdzie w Sejmie urządzić kaplicę?

Co prawda, Litwa została zaproszona do negocjacji z Unią Europejską. Chociaż jako "drugorzędna", w dalszej kolejce, ale mimo wszystko jest to sukces. Po drugie, czy przewodnicy do Europy nie zapomnieli, że UE - to przede wszystkim cywilizacja, demokracja, dobrobyt gospodarczy. UE - to szacunek do obywatela, wyborcy, podatnika. Wreszcie, szacunek do swego państwa, narodu.

Niestety, na Litwie, podobnie jak i w Rosji, władza dotychczas była święcie przekonana, że ludzie są matołami, tępakami i głupcami. Czy nie za to, jak dowodzą beznadziejne dla konserwatystów sondaże, naród już wystawił im rachunek?

("Veidas" z grudnia 1999 r.)

NG 1-2 (438)