Make your own free website on Tripod.com
Jan Gurgun

Budżet: z ubogiego na uboższy

Pięć lat rządów AWPL w rejonie solecznickim skłania do poważniejszych podsumowań, zastanowienia się i analizy zarówno sukcesów, osiągnięć, jak też problemów, błędów, ewentualnych porażek. O tym, a także o sprawach budżetowych samorządu rozmawiam z merem rejonu solecznickiego Józefem Rybakiem.

- Co, Pana zdaniem, jest najważniejszym osiągnięciem w pracy samorządu w ciągu dwóch kadencji?

- Uważam, że AWPL w naszym rejonie, w odróżnieniu od innych partii, zawsze przystępowała do wyborów samorządowych z realnymi programami. Nie były to postulaty ogólnikowe, hasłowe - tylko bardzo konkretne cele. Podobnie, jak i po pierwszej kadencji, potrafiliśmy zrealizować praktycznie wszystko, co obiecaliśmy ludziom. Program wyborczy AWPL z 1997 roku został wykonany z wyjątkiem dwóch punktów.

- Jakich mianowicie obietnic nie udało się zrealizować?

- Planowaliśmy wznowienie działalności służby świadczącej usługi komunalne w strefie przygranicznej. Jednak ze względu na Ustawę Republiki Litewskiej zabraniającą samorządom tworzenia takich służb, tego punktu wyborczego nie udało się nam zrealizować. Wspólnie z innymi rejonami przygranicznymi próbowaliśmy zainicjować zmianę tej ustawy, jednak większość rządząca odrzuciła naszą propozycję. Brak środków z budżetu centralnego sprawił, że jedynie częściowo udało się wcielić w życie program elektryfikacji Białej Waki. Jeszcze przed Zapustami Soleczniki uzyskają własną symbolikę. Herb i flaga Solecznik czekają już tylko na zatwierdzenie przez Prezydenta.

- Jaki wpływ na zasoby finansowe samorządu na rok 2000 będzie miał budżet państwowy?

- W porównaniu z ubogim budżetem roku 1999 tegoroczny zostanie zmniejszony o 2,6 proc. W innych rejonach sytuacja jest jeszcze gorsza i budżety będą zmniejszone nawet o 10 proc. Dlatego 5 stycznia br. część Rady merów na spotkaniu w Kiejdanach postanowiła wystosować list protestacyjny przeciwko formowaniu tegorocznego budżetu, który poręczono mi wręczyć premierowi A. Kubiliusowi.

- Czy podobny protest merów można nazwać ostatnią próbą ratowania równowagi finansowej samorządów?

- Oczywiście, bowiem liczy się każdy milion. Minęło dziesięć dni nowego roku, a z budżetu centralnego na konto samorządu nie wpłynęło ani lita. Zamiast pieniędzy otrzymujemy rady zaciągania kredytów bankowych, podczas gdy istnieją przecież rezerwy państwowe. Jeżeli przy formowaniu budżetów rejonowych zostanie zastosowany współczynnik wyrównawczy, wówczas zaistnieje szansa na przeżycie tego roku. Oszczędzanie drogą zamykania na wsi bibliotek, domów kultury, szkół odrzucam jednoznacznie. Poprzez zrujnowanie rolnictwa wieś i tak zubożała.

- Czy istnieje szansa na zwiększenie sumy zbieranych w rejonie podatków?

- Problem polega na tym, że wypłacając płace zarobkowe dla całej sfery budżetowej samorząd praktycznie rzecz biorąc sam te podatki i wpłaca. Podmioty gospodarze w rejonie płacą podatki tylko od płacy zarobkowej. Do rejonowego budżetu nie wpływają podatki dochodowe przedsiębiorstw.

- Uważa się, że ratunkiem dla gospodarki rejonów nieuprzemysłowionych jest przyciąganie inwestycji. Dlaczego tak mało inwestorów miejscem lokaty kapitału wybiera rejon solecznicki?

- Problem polega na tym, że inwestorzy zagraniczni boją się inwestować w rejony zamieszkałe przez mniejszości narodowe. Chodzi tu przede wszystkim o obawę przed polityczną i ekonomiczną niestabilnością. Specjalnie dla inwestorów polskich opracowaliśmy program skierowany na rozwój rolnictwa. Pierwsze pieniądze na jego realizację powinny wpłynąć już w tym roku. Na jednym z ostatnich posiedzeń Rady samorządu tej kadencji zostanie zatwierdzony projekt rozwoju strategicznego rejonu solecznickiego, przygotowany przez litewskich i niemieckich ekspertów. W ramach tego projektu w celu analizy możliwych inwestycji do rejonu przyjadą przedstawiciele potężnych firm niemieckich, związanych z przetwórstwem artykułów rolnych.

- W rejonie solecznickim rolnicy są zwolnieni od podatku od ziemi. Nauczycielom zwraca się koszty dojazdu do pracy. Czy tego rodzaju ulgi zostaną zachowane również w roku bieżącym?

- Programowo AWPL zawsze wspierała rolników. Jeden z punktów programu wyborczego 1997 r. głosił o zwolnieniu gospodarstw rolnych od podatku od ziemi. Realizowaliśmy ten zapis w ciągu dwóch kadencji, chociaż nasza decyzja nie była popularna w republice. Według rządowego programu 2000 żadnych ulg czy rekompensat być nie może. W naszym rejonie prócz zwrotu kosztów dojazdu do pracy, nauczycielom wiejskim częściowo pokrywaliśmy wydatki na energię elektryczną i usługi komunalne. Na sesji budżetowej samorządu będę stał za tym, by przynajmniej częściowo wspierać nauczycieli oraz w 100 proc. popierał zwolnienie rolników od podatku od ziemi.

- Miesiąc temu samorząd solecznicki wystosował do prezydenta RL, premiera, przewodniczącego Sejmu oraz ministra rolnictwa RL list otwarty m. in. z propozycją przekazania funkcji zwrotu ziemi samorządom. Sądzi Pan, że takie zmiany przyśpieszyłyby tempo procesu reprywatyzacji ziemi?

- Na pewno. Praktycznie wszystkie kwestie zwrotu ziemi w miastach, będące częściowo w gestii samorządu, załatwiamy bez zwłoki. Natomiast spraw związanych ze zwrotem ziemi będącej w gestii powiatu urzędy nie rozstrzygają niekiedy przez kilka miesięcy. Sądzę, że gdyby nawet ostateczna decyzja zwrotu ziemi należała do rejonowych wydziałów regulacji rolnych proces ten przebiegałby o wiele szybciej.

- Zbliżające się wybory samorządowe wznowiły dyskusje na temat administracyjno - terytorialnej reformy na Litwie! Czy, Pana zdaniem, aktualna liczba samorządów w republice jest optymalna?

- Zawsze obstawałem przy tym, że utworzona po II wojnie światowej struktura podziału administracyjno - terytorialnego Litwy na 44 rejony jest optymalna. Tworzenie nowych samorządów niesie jedynie tworzenie nowych miejsc pracy dla urzędników. Uważam, że w tej chwili państwo litewskie nie dysponuje środkami na przeprowadzenie tego rodzaju reformy. Ponadto reforma przeciągnęłaby się na długie nie lata, a dziesięciolecia.

- Zdaniem autorów reformy utworzenie nowych samorządów ożywiłoby życie małych miasteczek. Takich, jak na przykład Ejszyszki.

- Owszem. W takim przypadku Ejszyszki, być może, przeżyłyby jakiś duchowy renesans. Natomiast wpływów dodatnich, ekonomicznych miasteczko nie uzyskałoby.

Na przykład utworzenie i utrzymywanie parku autobusowego, całej infrastruktury komunalnej leżałoby w gestii nowego samorządu. Na tego rodzaju potrzeby nie da się uzyskać pieniędzy z budżetu centralnego. Z drugiej strony Ejszyszki posiadają głębokie tradycje i pewnie wielu ludzi chciałoby mieć własny samorząd. Gdyby wśród ejszyszczan pod tym względem zaistniał ruch oddolny, z mojej strony na pewno żadnego sprzeciwu nie byłoby.

- Za czasów pełnienia przez Pana funkcji mera rejonu na Litwie zmieniło się pięć rządów. Pracę którego z gabinetów ministrów oceniłby Pan najbardziej pozytywnie?

- Najlepiej współpracowało się z rządem Šleževičiusa. Był to rząd otwarty na współpracę, nie istniał problem dotarcia do premiera, co pozwalało korzystnie rozwiązywać wiele ważnych dla rejonu kwestii. Moim zdaniem rząd Šleževičiusa cechowała wysoka kompetencja ministrów, którzy byli gotowi do podejmowania decyzji.

- Dziękuję za rozmowę.

NG 5 (441)