Make your own free website on Tripod.com
Beata Garnytë

Spotkanie absolwentów uczelni polskich

11 lutego br. w klubie "Alina" odbyło się spotkanie absolwentów uczelni polskich mieszkających i pracujących na Litwie.

W piątkowym spotkaniu prócz wychowanków Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Głównej Handlowej, uniwersytetów w Gdańsku, Toruniu, Szczecinie, Białymstoku i in. udział wzięli między innymi wysocy goście - Ambasador RP na Litwie Eufemia Teichmann, Konsul Generalny RP w Wilnie Mieczysław Jackiewicz.

Już na wstępie organizatorów mile zaskoczyła liczba osób przybyłych na to spotkanie - tego wieczoru sala klubu "Alina" z trudem bowiem pomieściła absolwentów. A trzeba tu zaznaczyć, że przybyli daleko nie wszyscy spośród tych, którzy studiowali w Polsce, a potem wrócili na stałe na Litwę. Poznanie przybliżonej liczby tych ostatnich, stworzenie pewnego rodzaju bazy danych, uwzględniającej miejsce i kierunek studiów, a także dane o miejscu zamieszkania i pracy właśnie było podstawowym celem tego spotkania.

Ponadto dyplomatów polskich ciekawiły problemy, z jakimi się zetknęli absolwenci zarówno podczas studiów w Polsce, jak i te, które utrudniały im życie już po powrocie na Litwę.

Przybyli na spotkanie absolwenci uczelni polskich chętnie dzielili się swymi doświadczeniami.

Był rok 1988 kiedy to pierwsza, licząca zaledwie 18 osób grupa Polaków z Litwy podjęła studia w Polsce. Od tamtej pamiętnej chwili minęło już 12 lat. W ciągu tego czasu w ślad za "pierwszymi jaskółkami", jak ich nazwano, studia w Polsce podjęły już nie dziesiątki, lecz setki Polaków ze Wschodu. Wbrew pozorom nie było im łatwo.

Przybyli na spotkanie absolwenci uczelni polskich chętnie dzielili się swymi doświadczeniami.

Był rok 1988 kiedy to pierwsza, licząca zaledwie 18 osób grupa Polaków z Litwy podjęła studia w Polsce. Od tamtej pamiętnej chwili minęło już 12 lat. W ciągu tego czasu w ślad za "pierwszymi jaskółkami", jak ich nazwano, studia w Polsce podjęły już nie dziesiątki, lecz setki Polaków ze Wschodu. Wbrew pozorom nie było im łatwo. Daleko od rodziny i przyjaciół częstokroć musieli stawić czoło nie tylko trudom życia studenckiego, lecz również głęboko zakorzenionym w społeczeństwie polskim stereotypom, mówiącym między innymi o tym, że każdy, kto mieszka za Wschodnią granicą, jest Ruskim, a tych ostatnich nie darzy się zbytnią sympatią. Rzadko co prawda dochodziło do tak drastycznych rozwiązań, jak miało to miejsce w przypadku pani Alicji Niemyćko, której w akademiku w Szczecinie drzwi od pokoju spalono jedynie za to, że wisiał tam rosyjski plakat.

Zgromadzeni tego dnia w klubie "Alina" absolwenci podkreślali, że studia w Polsce były dla nich ogromną szansą, a jednocześnie wielkim wyzwaniem, sprawdzianem własnych sił. Życie studenckie wspominane było nie tylko jako lata nauki, lecz przede wszystkim jako czas, kiedy się zdobywało nowe doświadczenia, poznawało nowych ludzi, nowe środowisko.

Kłopotów oczywiście nie brakowało. "Miesiąc poza domem czasem był bardzo ciężki, nie tylko dlatego, że kończył się przywieziony z domu makaron, lecz przede wszystkim dlatego, że zżerała tęsknota za domem" - mówił Waldemar Chorościn. "Ukończyłem studia dziennikarskie w 1995 roku. Nie byłem wśród tych pierwszych, wyjeżdżałem w jednym z najliczniejszych, trzecim rzucie, podczas którego na studia do Polski się dostało około 70 osób. Mieliśmy przetorowaną drogę."

Ci, którzy studia rozpoczynali nieco później, wśród problemów, które spotkali na swej drodze, wymienili między innymi zniesienie stypendium naukowego dla studentów obcokrajowców. O wiele bardziej dotkliwie dał się we znaki inny problem, który powstał na skutek braku odpowiedniej umowy pomiędzy Ministerstwem Edukacji Polski a Państwowymi Kasami Chorych. Po przeprowadzonej na przełomie roku 1998 i 1999 reformy służby zdrowia studenci ze Wschodu pozbawieni zostali możliwości korzystania z bezpłatnej opieki zdrowotnej w przychodni studenckiej. Jak dotychczas problem ten nie został jeszcze rozwiązany, odpowiednie umowy nie zostały podpisane. Obecnie zaś by móc korzystać z opieki medycznej studenci obcokrajowcy muszą wykupić ubezpieczenie.

Prawdziwe problemy, zdaniem zgromadzonych tego wieczoru w klubie "Alina" absolwentów, rozpoczynają się dopiero po powrocie na Litwę, nie są to jednak problemy nie do przebrnięcia. Trzeba się przystosować do nowej sytuacji, znaleźć pracę i ... nowych przyjaciół, gdyż więzy łączące z tymi, którzy zostali na Litwie, w ciągu 5 lat niemal całkiem się rozluźniły. Pewne kłopoty sprawia też w ciągu 5 lat studiów prawie nieużywany język litewski. Nic więc dziwnego, że na początku niejeden spośród absolwentów uczelni polskich łapie się na myśli, iż łączy go o wiele więcej z Polską, niż z Litwą. Tu też, zdaniem zgromadzonych, niezmiernie pomocnym w przystosowaniu się do nowego środowiska byłby Klub Absolwentów Uczelni Polskich. Baza danych klubu mogłaby służyć pomocą przy poszukiwaniu pracy czy też pracowników. Wśród wychowanków uczelni polskich są bowiem prawnicy, poloniści, lekarze, angliści, a także przedstawiciele wielu innych specjalności. Sam Klub natomiast z pewnością stałby się miejscem spotkań towarzyskich, te ostatnie zaś z pewnością szybciej by pozwoliły się odnaleźć w społeczności polskiej na Litwie.

Jak stwierdzili obecni tego wieczoru w klubie "Alina" absolwenci, nie mieli oni dużego kłopotu z nostryfikacją dyplomów. Dyplomy wszystkich zgromadzonych na sali zostały uznane, a cała ta procedura trwała około tygodnia. Problem tkwi gdzie indziej. Jak stwierdził Andrzej Guszcza, szkoły i uniwersytety polskie nie są zbyt dobrze znane na rynku litewskim, dlatego też ich absolwenci napotykają na trudności, gdy chcą znaleźć pracę. Jedyne rozwiązanie tej kwestii widzi w promowaniu uczelni polskich na Litwie.

Na nieco inny aspekt uwagę zebranych zwróciła Alicja Niemyćko. Wskazała ona m. in. na ciągłą potrzebę dokształcania znajomości języka ojczystego. Żyjemy w środowisku wielojęzycznym, wielokulturowym, dlatego też często nie zdając sobie z tego sprawy przejmujemy te lub inne zwyczaje językowe naszych sąsiadów, przez co zanieczyszczamy nasz język.

Na uwagę zasługuje tu również wypowiedź Barbary Michalskiej. Należała ona, jak sama powiedziała do tych osiemnastu osób, które na studia wyjechały w roku 1988. "Czuję się tutaj trochę nie na miejscu, ponieważ nie wróciłam na Litwę i nie pomagam krzewić tu polskości. Tak mi się życie ułożyło, że w Polsce założyłam rodzinę i mój mąż, oczywiście, na Litwę nie przyjedzie. Ale chciałabym podkreślić, że gdyby stosunki na Litwie nie były tak '"polakożercze", to być może z lżejszym sercem chciałoby się tu wrócić?. I dalej "trzeba popierać inicjatywę wysyłania naszej młodzieży do Polski, ale trzeba się też liczyć z tym, że wiele jej tam zostanie". Słuszne staje się w tym przypadku twierdzenie - "nie przesadza się dorosłych drzew".

Jak wskazała Pani Ambasador Eufemia Teichmann, państwo polskie szuka odpowiedzi na szereg pytań, mówiących o tym, czy absolwenci polskich uczelni mogą się odnaleźć na litewskim rynku pracy, a co za tym idzie, czy studia w Polsce mają sens. Uwzględniając zaś fakt, iż wielu spośród wyjeżdżających na studia nie wraca na Litwę, Pani Ambasador wskazała potrzebę rozważenia tego, jak studia te mają wyglądać w przyszłości - czy, jak dotychczas, mają obejmować cały 5-letni zakres, czy też poszczególne uczelnie polskie i litewskie po zawarciu odpowiednich umów na okres 2-3 semestrów będą wymieniały studentów, przy czym studenci mający obywatelstwo litewskie do obrony dyplomu przystępowaliby na Litwie.

Każdy ze zgromadzonych tego wieczoru w klubie "Alina" stwierdził, że lata studenckie mimo wszystkich trudów i niedogodności były najszczęśliwszymi w ich życiu. Każdy też, gdyby po raz drugi otrzymał możliwość wyboru między studiami w Polsce, a na Litwie, z pewnością wybrałby te pierwsze.

Na zdjęciu:spotkanie absolwentów.

Fot. Jerzy Karpowicz

NG 8 (444)