Make your own free website on Tripod.com
Kraina Ostrobramskiej Pani

"Kraina Ostrobramskiej Pani" - to kolejna część wspomnień napisanych przez Pana Konrada Łapina i przed paru tygodniami wydanych przez Wydawnictwo Marpress. Pan Konrad urodził się wkrótce po wybuchu I wojny światowej. Okres międzywojenny spędził na Litwie Kowieńskiej w środowisku polskim. Był uczniem Gimnazjum im. A. Mickiewicza (gdzie jego Ojciec był jednym z wykładowców), studiował na Kowieńskim Uniwersytecie, był członkiem korporacji "Lauda" i odbył służbę w litewskim wojsku.

Z rodzinnego domu i szkoły wyniósł żarliwy polski patriotyzm i zasady moralne, którym jest wierny do dzisiaj. Po drugiej wojnie światowej, którą szczęśliwie przeżył, opuścił zajętą przez sowietów Litwę i osiadł na stałe wraz z rodziną w Sopocie. Współpracował z Gdańską Rozgłośnią Polskiego Radia, pisał teksty piosenek pod pseudonimem Jacek Kasprowy, a po 1956 r. zostaje kierownikiem Redakcji Audycji Satyrycznych i Rozrywkowych. Jest autorem licznych audycji radiowych, felietonów i współautorem wielu librett do musicali dla teatrów muzycznych. Ma lekkie pióro i łatwy styl powodujący, że czyta się go z wielką przyjemnością. Wspomnienia Pana Konrada obracają się w zasadzie wokół spraw osobistych, ale ich tło może być skarbnicą wiedzy dla historyków zajmujących się sprawami międzywojennej Polonii na Litwie i wojennej historii Wileńszczyzny. Ton narracji jest głęboko polski, patriotyczny i życzliwy opisywanym ludziom. Np.: z wielką skromnością wręcz bagatelizując (w drugiej części) wspomina o swojej działalności w strukturach AK, boleje nad śmiercią dr Kazimierza Pelczara, hrabiego Władysława Komara (ojca naszego Olimpijczyka) i swego szkolnego kolegi Zygmunta Doweyki - wszystkich zamordowanych bez potrzeby i sensu przez szowinistów litewskich w służbie niemieckiej tylko za to, że byli Polakami. Intencje autora i skondensowany opis zawartości drugiego tomu poznajemy już z pierwszego rozdziału - właściwie wstępu, którego motto i drobne fragmenty warto tu przytoczyć.

Niech będą one wzorem patriotyzmu i umiłowania stron rodzinnych dla współczesnego czytelnika.

Ryszard Mackiewicz

Warszawa

* * *

Z wstępu:
Maryjo, Pani Aniołów u ciebie
o Twej Korony prosim
zmartwychwstanie.
Cyprian Kamil Norwid
"Maryjo, pani Aniołów"

Książka, którą zaczynam pisać o godzinie 11 - tej w dniu 17 lipca 1998 roku, jest nieuniknioną konsekwencją i dalszym ciągiem powieści pt. "Głos z Litwy". Tytuł - "Kraina Ostrobramskiej Pani" nie wymaga komentarza. Będę opowiadał o Wilnie i Wileńszczyźnie. O mieście, którego ulice, domy i świątynie pisały przez wieki jego historię, nadawały mu wyjątkowy, niepowtarzalny charakter i stanowiły o jego swoistej atmosferze.

Jedna z dróg prowadzących od dworca kolejowego do miasta wiedzie przez Ostrą Bramę. Umieszczony w kaplicy cudowny obraz Matki Boskiej przedstawia twarz smutną, ale w oczach Madonny nie ma łez. Bywają jednak łzy suche, niewypłakane, najbardziej dotkliwe. Kiedy po raz pierwszy wspiąłem się po stromych schodach na piętro i znalazłem się w niewielkim pomieszczeniu przed ołtarzem pokrytym srebrno - złotą łuską migocących serc, ryngrafów, medalików i szkaplerzy - uległem nastrojowi chwili. Patrzyłem w odsłonięty obraz. Wzrok Najświętszej Panny stykał się z moim niezależnie od miejsca, w którym stałem. Tyle było w nim bólu, tyle troski, tyle niepokoju, tyle proroczych przewidywań. Jakby wiedział, co czeka wilnian, co czeka Polskę, co czeka naród. Jakby bolała nad tym. Nad nienawiścią, zaszczepioną w sercach dwóch nacji, uchodzących za bratnie. Nad przemocą bezwzględną, okrutną, zaślepioną. Nad setkami tysięcy ofiar niewinnych, bezbronnych, poddanych eksterminacji przekraczającej granice ludzkiej wyobraźni.

Dzieje Wileńszczyzny pod rządami zmieniających się niemal co roku władz okupacyjnych. Napisano o nich tomy pamiętników, wspomnień, naukowych rozpraw, w których brzmi gniew serdeczny i gorycz, i żal zrodzony z upokorzeń, z bezsiły, z utraconej nadziei, z podeptanej dumy. Wydaje się, że temat został wyeksploatowany doszczętnie. Nieprawda! Studnie tematów nie mają dna. Ten, kto potrafi z nich czerpać, zawsze wydobędzie coś cennego. Czas splata ze sobą zdarzenia obojętne dla jednych, arcyważne dla drugich. Drobne i kolosalne, błahe i zasadnicze. Ja chcę podzielić się z czytelnikiem obserwacją sfery codzienności. Opisać Wilno zatroskane, a jednak uśmiechnięte. Szare, a jednocześnie wielobarwne. Pokonane, a mimo wszystko dumne i nieujarzmione. Miasto w latach wojny tętniło zdrowym, choć krępowanym przez najeźdźców rytmem. Zaopatrywane początkowo obficie, z czasem zaczęło odczuwać braki podstawowych środków do życia, ale nigdy nie przekroczyło granicy, za którą czai się głód. Rzecz jasna, że jednym powodziło się lepiej, innym gorzej. Wielu cierpiało nawet skrajny niedostatek. Wyzbywano się biżuterii i pamiątek rodzinnych. Sprzedawano serwisy stołowe i salonowe meble, obrazy i damską bieliznę. Kupowały ją przeważnie żony radzieckich wojskowych wyższych szarż. Powtarzana z satysfakcją plotka głosiła, że owe damy nie orientowały się w subtelnościach niewieściej garderoby i w teatrze lub na oficjalnych przyjęciach zjawiały się w sukniach, do złudzenia przypominających jedwabne koszule nocne. Nabywcami byli również rolnicy z okolicznych wsi, a także wszędobylscy spryciarze, którzy zawsze wiedzą, co, kiedy i za ile można kupić lub sprzedać. Utrzymywano kontakty towarzyskie, kochano się, pobierano i rozwodzono. Stali bywalcy siadywali w kawiarniach u Zielonego lub Czerwonego Sztrala. Chodzono do teatrów, a nawet do kin na artystyczne filmy radzieckie, obiektywnie dobre, choć obce polskim gustom. Slogan "Tylko świnie siedzą w kinie" działał ze znacznie słabszą presją społeczną niż za czasów okupacji niemieckiej w Warszawie.

Nacjonalistyczne władze niepodległej (od czasu) Litwy, a następnie komisarze ludowi oraz "opromienieni" złą sławą funkcjonariusze służb specjalnych i współpracujący z nimi urzędnicy cywilni dopuszczali się wobec miejscowej ludności przeróżnych szykan i nieuzasadnionych represji. W stosunku do społeczności żydowskiej niemiecki okupant stosował zaciekłą dyskryminację, zmierzającą do całkowitego unicestwienia. Byłem bezsilnym świadkiem wywózek i pochodów śmierci.

Ale życie zawsze jest silniejsze. I właśnie o życiu, a nie o śmierci będę pisać. O życiu twardym i ostrym, trudnym lecz porywającym. O życiu, które zwykle jest piękne, gdy człowiek ma dwadzieścia parę lat i przeważnie niebezpieczne, gdy ktoś chce je przeżyć z otwartym czołem.

Wilia od prawieków ogarnia miasto zakolem. Porośnięte lasem okoliczne wzgórza dają schronienie ptakom i zakochanym parom. Cmentarz na Rossie kryje szczątki wielkich Polaków i zasłużonych dla litewskiej sprawy patriotów. Nad miastem na górze króluje baszta Giedymina. Za nią wzniesienie z wtopionym w błękit lub szarość nieba konturem Trzech Krzyży. W kościeleśw. Piotra i Pawła pod sklepieniem fruwają pucołowate, tłuste aniołki. Obrazy nacierają coraz natarczywiej. Ciąg wspomnień wydobywa z pamięci wciąż nowe fragmenty i szczegóły. Sprawy drobne, osobiste, intymne. Decyduję się je odsłonić jedynie z chęci nadania im widocznego kształtu. Jeżeli ktoś odnajdzie na stronach tej książki bliskie mu myśli i skojarzenia, jeżeli słowa wzbudzą w kimś rezonans uczuć - będę szczęśliwy i powiem: warto było!

NG 11 (447