Make your own free website on Tripod.com
LILIANA NARKOWICZ (Genewa-Wilno)

Szwajcarskimi śladami Juliusza Słowackiego

O! kochani moi - smutno mi, smutno
czasem - i często - bo się już przerabiam
na obywatelaświata - już się ani do miejsc,
ani do osób, z którymiżyję,
nie przywiązuję tak silnie jak w
dzieciństwie - i to jest jedną z wad,
jakiej nabywa serce tułacza.
J. Słowacki - Genewa 30 XII 1832

Do Genewy, gdzie głównie mieszkał J. Słowacki w czasie kilkuletniego pobytu w Szwajcarii, przyleciałam samolotem z Paryża. Szybko, wygodnie. Nie było mi jednak dane przeżyć piękna widoków, które towarzyszyły z Paryża do Genewy Juliuszowi.

Podróż młodego wówczas poety trwała kilka dni (wsiadł do dyliżansu 26 grudnia 1832 r. o godzinie siódmej wieczór) i, jak wynika z jego listu do matki, nie była zbyt męczącą i dość urozmaiconą.

Podróżni jechali przez Tonnérre - Dijon - Dole powozem: "przejeżdżałem przez ładną Francję, ładną nawet w zimie". Na góry, by ulżyć koniom, wchodzono pieszo: "i stałem sam jeden, a widząc naokoło skały, Waszymi (matki i najbliższych - przyp. aut.) imionami próbowałem ich echa". Zaś w St. Laurent, na Górze Jura, wzięto sanki:'" Co za rozkosz - śnieg dawno nie widziany - tu sanna - tu po gołoledzi sanki nad przepaścią grożą zatoczeniem się. Co za rozkosz - jechać na południe sankami! O siódmej zaczynało się rozjaśniać. Jechaliśmy brzegiem doliny Mijou, która się kilka mil ciągnie. W dolinie między sosnami stoją opuszczone szalety - domki, w których latem pasterze mieszkają. Na końcu doliny widać wielką bramę - to jest góry z dwóch stron spływają i kończą wąwóz - a w tym ujściu doliny kawał mgły wisiał do ziemi jak srebrna kurtyna. Słońce oświecało ten zimny i zamarzły obraz". Genewa, wówczas miasto - państwo, było 22 kantonem, który przed 17. laty przed przyjazdem tu poety przyłączył się do Szwajcarii.

Do Genewy wyjechał dyliżansem (wsiadł doń "o półtorej mili" od miasta) o piątej wieczór i zatrzymał się w hotelu "du Grand Aigle", o którym pisze, że się nazywał "Pod Wielkim Orłem". Tu kazał sobie przynieść do pokoju herbatę, grzał się i marzył przy rozpalonym kominku i "nie mogąc po nocy włóczyć się po nieznanym mieście" pisał list "do kochanej Mamy".

Było to 30 grudnia 1832 r. Był w mieście, które londyński literat L. Ritchil określił ''skończonym rajem dla poetów i malarzy".

Przed Słowackim był w Genewie poeta Antoni Malczewski, który choć stanął w 1818 r. na szczycie Mont Blanc (4807 m), a nawet w trakcie wyprawy robił eksperymenty z pryzmatem (pierwszy, między innymi, w Szwajcarii zdobył L"Aiguille du Midi (3842 m.), nie zostawił nam opisu słynnej góry. Słowacki widział ją ze swego okna (w pensjonacie pani Pattey) - Mont Blanc" biały, świeżym śniegiem z przyległymi mu górami okryty, podobny do jakiegoś sybirskiego kraju...", niczym "posąg Sybiru", Góra, jak powtórzy za znajomym ziomkiem z Krzemieńca - "ścigająca ludzi jak sumienie".

W 1823 r. kompozytor Karol Kurpiński w dzienniku podróży o Mont Blanc odnotował: "Po zupełnym zachodzie on jeden jeszcze jaśnieje różnymi kolorami, tworzącymi się według promieni odbijających się pod różnymi kątami krystalizacji śniegu; lecz to wszystko trwa bardzo krótko; kolory stopniami bledną, znikają i zamieniają się w śmiertelną bladość..."

Wiecznie biała góra cieszyła się wielkim zainteresowaniem romantyków. Między innymi w liście do matki z dn. 15 07 1833 r. Juliusz pisze: "Patrząc co dnia na szczyt góry Mont Blanc przychodzi mi często na myśl Malczewski, który po śmierci jednym poematem tak urósł, że prawie głową przewyższa naszych poetów. Przebiegając opisanie wejścia na górę Mont Blanc (stanął jako ósmy - przyp. aut.), zalazłem na ostatniej karcie, między wyliczonymi bohaterami tego trudnego przedsięwzięcia, imię Malczewskiego..."

Przed Słowackim zawitał też do Genewy przyszły poeta Zygmunt Krasiński, wysłany przez ojca w celach kształcących. W Genewie 11 sierpnia 1830 r. zapozna się z Adamem Mickiewiczem (podróżującym z Antonim E. Odyńcem) i nawet wybiorą się razem na dwutygodniową wycieczkę w Alpy. Krasiński opisze to później w "Ułomkach podróży szwajcarskiej".

W 1833 r. mieszkała tu np. piękna Ewelina Hańska i odwiedzał ją ... Balzac. Podobnoż to nie przeszkadzało mu "smalić cholewki" do innej urodziwej Polki - Klaudyny Potockiej, która nie chciała jednak posłużyć za portret kolejnej "Kobiety trzydziestoletniej".

Tak naprawdę, to Genewa stała się w XIX stuleciu słynna, bo stąd odbywali romantycy pielgrzymki do Villi Deodati (w Cologny), gdzie mieszkał Byron. Karol Kruzer (tłumacz tego romantycznego poety angielskiego) tak oto opisał swoje wrażenia: "Obszedłem willę wokoło i ze ściśniętym sercem zmówiłem Pozdrowienie Anielskie za nieboszczyka, którego duszę, jak przyległe jezioro, nieraz straszne burze wstrząsały".

Był tu Juliusz 21 września 1833 r.: "Przepłynęliśmy jezioro i na drugiej stronie widzieliśmy dom, w którym mieszkał niegdyś Byron. ...Nie wchodziliśmy do środka. Dziedziniec nadzwyczaj smutny... Wracaliśmy po jeziorze (Leman - przyp. aut.) przy świetle księżyca - nie możecie sobie wystawić, co za przepyszne jezioro przy księżycu - z jednej i z drugiej strony błękitnieją brzegi mgliste, a w końcu jeziora widać migające światła i rzędy oświeconych okien - to Genewa".

Genewa wydała się Słowackiemu mniejszą od rodzinnego Krzemieńca, "tylko domy... stare i wysokie". Zanotował, że liczyła ok. 24 tys. mieszkańców. Liczne bogate szlacheckie i arystokratyczne rodziny zjeżdżały się tu dla łagodnego klimatu i pięknej przyrody. A że nie było to miasto tak wielkie, jak np. Paryż, pozwalało spotykać się i widywać częściej. Organizowano przyjęcia i bale, składano wizyty, odbywane modne wówczas wycieczki po jeziorze i w góry. A genewska promenada w wieczory tętniła ruchem, gwarem i życiem towarzyskim.

"Schweizen Brevier" 1998/99 pisze na temat Genewy jako kantonu o powierzchni 282,3 km2 i podaje liczbę mieszkańców - 394600. Samo miasto Genewa wg powyższego informatora liczy 172 400 mieszkańców.

Stolicą Szwajcarii jest Berno, lecz Genewa jest jednym z niewielu miast o mianie stolicy europejskiej. Tu znajdują się siedziby Międzynarodowej Organizacji Pracy (15 06 1982 w Złotej Księdze wpisał się składając wizytę Jan Paweł II), Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, Światowej Organizacji Własności Intelektualnej i Organizacja Narodów Zjednoczonych, znana nam z prasy jako ONZ. Warto wiedzieć, że 10 XII 1927 r. w Pałacu Narodów w posiedzeniu Ligi Narodów brali udział zarówno ówczesny premier Litwy, jak i Marszałek Józef Piłsudski, który przerwał pierwszemu jego długie przemówienie prosząc o konkretną odpowiedź: pokój czy wojna. Piotr Łossowski, historyk stosunków polsko - litewskich, konstatuje: "Voldemaras kontynuował jednak swoje przemówienie o raju i pierwszych Litwinach, co prawda napomknął jednak, iż nie chce wojny z Polską. - A zatem chce pan pokoju - podniósł głos Piłsudski. To mi wystarcza - orzekł krótko i po wojskowemu Marszałek - usłyszałem, że chce pan pokoju, podróż do Genewy opłaciła się zatem. Teraz każę odśpiewać Te Deum we wszystkich kościołach w Polsce".

"Genewa jest niezmiernie drogą" - nieraz podkreślał Słowacki. Dziś można to z całą pewnością powiedzieć nie tylko o Genewie, ale i o całej Szwajcarii - droga, bogata i piękna... To był główny powód, dlaczego przeniósł się do pensjonatu, gdzie było taniej - 'ładnego", "w wiejskim domu", "o kilkadziesiąt kroków od miasta" położonego. Wiemy, że budynek miał trzy piętra, zielone okiennice i otaczał go ogród, w którym rosły piękne świerki, sosny, stary dąb, wiele krzewów, murawa i klomb z róż, które były jego ulubionymi kwiatami. "Jak mi jest przyjemną ta wiejska cisza" - pisał do matki.

W pięknej i bogato ilustrowanej książce Zbigniewa Sudolskiego, która się ukazała z okazji Roku Słowackiego (1999), autor ze smutkiem stwierdza, że "czas zatarł ślady pobytu Słowackiego w Genewie". Trzeba jednak tu samemu być, by wczuć się w atmosferę towarzyszącą dwudziestokilkuletniemu wówczas Juliuszowi i stwierdzić, że mimo upływu czasu pamięć o Słowackim w Genewie trwa. Przy ul. Montheux 34 do dziś dnia mamy tablicę pamiątkową poświęconą bytności tu romantyka. Napis brzmi: "Ici s?élevait la maison ou? 1833 - 1836 a vecu JULES SŁOWACKI Grand poete polonais". (Zauważmy, że język francuski nie ma polskiego "ł", a mimo to nazwisko nie zostało zniekształcone.)

Co oznacza - "Tu wznosił się dom, w którym w latach 1833 - 1836 mieszkał JULIUSZ SŁOWACKI, wielki poeta polski". Nota bene tablica została odsłonięta w 1916 r., a nie w 1927, jak uważano dotychczas.

Wielu z nas wybierając się w podróż ze sobą zabiera ulubioną książkę. Tomik z poezją Słowackiego towarzyszył Marszałkowi Piłsudskiemu. Dla mnie najlepszym "przewodnikiem" we Francji i Włoszech były Juliusza "Listy do matki". W Szwajcarii po prostu nie wyobrażam sobie bytności bez nich, jeżeli się chce iść śladami poety.

W Genewie, trzymając się brzegu Lemanu, bez trudu znalazłam się przy pięknym bulwarze nadbrzeżnym - Quai du Mont - Blanc, skąd łańcuchy Alp z górującą nad nimi wiecznie białą górą (Mont - po fr. Góra, Blanc - biała) robią naprawdę wrażenie. Alpy poznałam już kiedyś w Austrii, tygodniami przemierzałam góry Krymu i Kaukazu, ale dopiero w Szwajcarii uświadamia się ich piękno i potęgę.

Z Quai du Mont - Blanc bez trudu znalazłam się przy Rue de Monthoux. Tu właśnie na byłym przedmieściu Pâquis (dziś jedna z dzielnic miasta) w pensjonacie prowadzonym przez Szwajcarkę Klaudynę Pattey mieszkał Juliusz Słowacki. Miał pokoik "ładny", ?z obiciem w kraty zielono - karmazynowe?, ?biurko czeczotkowe?, ?ogromny fotel aksamitny? i piękny widok z okna, na horyzoncie - "Mont Blanc śnieżny, lekko jak chmura skreślony, czasem wiankiem białej chmury okryty..." Na miejscu pensjonatu dziś biegnie ulica Monthoux i tylko kilka budynków przypomina epokę Słowackiego...

Przez most - Pont du Mont - Blanc udałam się na kolejną ulicę związaną ze Słowackim - Rue du Rhône. Tu właśnie przyszły autor "Kordiana", chcący dorównać Mickiewiczowi i marzący o sławie Dantego, zatrzymał się zaraz po wjeździe do Genewy w okazałym hotelu "du Grand Aigle", którego oryginalna litografia znajduje się w Muzeum Komunikacji w Bernie. Dziś przy du Rhône mieszczą się piękne sklepy i drogie hotele. Budynek hotelu, w którym zatrzymał się Juliusz, już nie istnieje. Wiemy tylko z jego relacji, że był bardzo drogi.

Kolejny namacalny ślad pobytu Słowackiego w Genewie, to Grand - Rue 11, gdzie znajduje się renomowana czytelnia (zał. w 1818 r. przez de Candolléa) - Société de Lecture. W księdze pamiątkowej czytelni możemy odnaleźć... portret poety.

Był przecież stałym jej czytelnikiem przez lata pobytu w Genewie. "Całe ranki przepędzam zawsze w publicznej bibliotece, gdzie się znajdują wszystkie dzienniki i pisma periodyczne - co dnia więc czytam mnóstwo gazet i wiem doskonale, co się dzieje w Europie. ... Po przeczytaniu gazet siedzę przez kilka godzin w bibliotece, gdzie czytam różne dzieła, a najwięcej dzieł filozoficznych".(List do matki - Genewa 6 06 1833).

(Ciąg dalszy w następnym numerze)

NG 12 (448)