Make your own free website on Tripod.com
Ryszard Maciejkianiec

Kiedy nastąpi dorastanie do odpowiedzialności?

Przewidywany scenariusz wydarzeń powtórzył się co do joty. Wisiało w powietrzu, nie skrywano w publicznych wypowiedziach, że natychmiast po wyborach samorządowych Związek Polaków na Litwie i tygodnik "Nasza Gazeta" mają być podporządkowane działaczom AWPL i urzędnikom z samorządu rejonu wileńskiego, aby znikło niezależne ewentualne źródło ich krytyki. W niedzielę wybrano panią mer, w poniedziałek ruszono z generalnym natarciem (realizując postulaty wyborców?!).

Miało to się odbyć jakoby legalnie poprzez głosowanie na posiedzeniach ZG ZPL i na zjeździe. Natomiast bezprawne działania zmierzające ku temu, zniewalanie ludzi poprzez uzależnianie z różnych przyczyn, nie gardząc pogróżkami, wymuszanie takich, a nie innych zachowań, nie były znane szerszemu ogółowi. Jedynie konferencja Związku, która miała miejsce 25 marca br., wywołała zamieszanie, bo publicznie przedstawiła polskiemu społeczeństwu ten problem, uprzedzając, aby nie doszło do narastania urzędniczego ucisku, który w rejonie wileńskim i niektórych gminach rejonu solecznickiego, staje się nie mniej uciążliwy niż w okresie zarządzania administracyjnego.

Wielu działaczy, polityków, wydawców środków masowego przekazu odbierze, bądź świadomie przedstawi te wydarzenia w ramach ukształtowanego i stale intensywnie eksponowanego szkodliwego stereotypu wobec wszystkich Polaków na świecie, że "Polacy się kłócą". Stracimy na tym wszyscy. Ale nie są to straty, których nie da się nadrobić.

Chodzi nam jednak nie o błahe spory, a o rzeczy najwyższej wagi i znalezienie odpowiedzi na pytanie, jakie mamy zakładać fundamenty dla życia przyszłych pokoleń na Ziemi Wileńskiej - demokracji opartej na bogatej wileńskiej tradycji szacunku wobec człowieka, jego niezależnej osobowości czy też urzędniczego i partyjnego ucisku na wzór powojennego pięćdziesięciolecia? Pamiętając, jak ludzie w roku 1993 zaufali naszym hasłom, kiedy kilkakrotnie idąc do urn, stojąc, a nawet mdlejąc w długich kolejkach, oddawali swój głos sprzeciwu wobec bezprawnie narzuconych "gubernatorskich rządów"? - nikt z nas dziś nie ma moralnego prawa pozwolić, aby poniewieranie człowieka powtórzyło się za rządów "swoich". Nigdy nie będziemy mieli moralnego prawa do ubiegania się o przestrzeganie należnych nam praw, jeżeli nie będziemy ich stosowali wobec naszego otoczenia w swojej Ojczyźnie na Ziemi Wileńskiej.

Wysłanie przez władze AWPL i samorządu rejonu wileńskiego swoich wysportowanych pracowników do rozprawy z redakcją "Naszej Gazety" - to wydarzenie szczególnie tragiczne i nie spotykane w ostatniej dekadzie w tej części Europy. Jeżeli sztangista od kultury i przybyłe z nim osoby stosują siłę wobec bezbronnej pracowniczki redakcji, dziecka prawie - więc zarówno zleceniodawcy jak też wykonawcy utracili wszelkie prawa do mówienia o prawie, statucie czy demokracji. W związku z powyższymi wydarzeniami honor i autorytet AWPL może uratować jedynie szybkie zwołanie zjazdu i zmiana kierownictwa partii. Jeżeli to nie nastąpi - jej władze w swym zaślepieniu i uporze będą coraz wyraźniej dryfować w kierunku tych, co już od dawna zwalczają Związek i jego pismo. Zresztą coraz trudniej jest udawać, że w odmowie przez władze m. Wilna prawa do prywatyzacji tylko "Naszej Gazecie", w odmowie na zawarcie umowy na wynajęcie lokalu, w niedawnej kradzieży sprzętu komputerowego, czy ostatniej próbie bandyckim sposobem, wbrew prawu i zasadom moralnym, przejęcia naszego pisma, nie dostrzegamy sterowanego ciągu wydarzeń.

Po trzech latach nieskutecznego ubiegania się we wszystkich instytucjach Litwy o należne nam prawa jako pracownikom mniejszościowego pisma - redakcja apeluje do Ambasador RP na Litwie pani prof. Eufemii Teichmann, aby zechciała w ramach ustaleń Traktatu Litewsko - Polskiego i coraz lepiej układających się stosunków międzypaństwowych, podjąć się trudu rozwiązania powyższego problemu.

W kilka dni po wydarzeniach w siedzibie ZPL i redakcji w Polsce pobito dziennikarkę z dziennika "Życie". Niezależnie od poglądów i wydawnictw - z poszkodowaną solidaryzował się cały świat dziennikarski widząc w tym zagrożenie podstaw demokracji. U nas jedynie "Kurier Wileński" wystąpił z krytyką arogancji i bezprawia wobec związkowego pisma, za co wydawcy i redakcji kierujemy słowa uznania.

Budowanie podstaw normalności, jak widać, przebiega i będzie przebiegało z wielkim trudem. Należy jednak pamiętać, iż innej drogi po prostu nie ma - chcemy tego czy nie. I tylko od nas będzie zależało, czy zechcemy sięgnąć do głębszych i czystszych źródeł, czy też pozwolić się zepchnąć na jałowe płycizny.

***

Obecny numer "NG" przekazujemy naszym Czytelnikom w skróconej wersji. Niestety warunki, w jakich nam wypada pracować, nie są łatwe. Tym niemniej następny numer "NG" ukaże się w pełnym wymiarze.

Naszym Czytelnikom i Przyjaciołom zażyczliwość i tak liczną moralną solidarność z nami, której nawet nie oczekiwaliśmy, serdecznie dziękujemy.

NG 16 (452)