Make your own free website on Tripod.com
Beata Garnyte

Mały skrawek ojcowizny

Historia opowiedziana przez pana Edwarda Stankiewicza nie różni się, niestety, od dziejów wielu innych wilnian, którzy mają nieszczęście ubiegać się o ziemię, którą ich rodzice posiadali w Wilnie lub na terytorium włączonym do Wilna już za czasów władzy sowieckiej.

Odzyskanie takiej ziemi, nawet tej niezabudowanej (zwrot zabudowanej w ogóle nie wchodzi w rachubę) jest procesem trudnym i czasochłonnym, ze strony zaś starającego się o nią wymaga wielu wysiłków, zdrowia i pieniędzy.

Swą drogę krzyżową po urzędach litewskich, bo tak z pewnością nazwać można starania pana Edwarda o odzyskanie, nie jak mu się należy 4 ha, lecz jedynie 10 niezabudowanych arów ziemi w Fabianiszkach pod budowę domu, rozpoczął dwa lata temu. W ciągu tego czasu zwracał się do wszystkich urzędów i urzędników w ten lub inny sposób związanych ze zwrotem ziemi. Z archiwum pobrał też wszystkie dokumenty, świadczące o tym, że do ojca pana Edwarda należało 8 ha ziemi w Fabianiszkach.

Jak powiedział nam pan Edward, nigdy nie sądził, że droga do odzyskania tych 10 arów będzie tak beznadziejnie długa. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku miał nadzieję, że prawo własności do tej ziemi otrzyma lada dzień. Potwierdzał te przypuszczenia jeden z urzędników - St. Germanas, który mówił, że zna działkę, o którą ubiega się pan Edward i że ma on ku temu wszelkie prawa. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku urzędnik ten razem z panem Edwardem obejrzał działkę i zapewnił o swej pomocy przy jej odzyskaniu.

Tymczasem zaś powierzchnia, o którą już dwa lata temu zaczął się ubiegać pan Edward, w ciągu zimy została przygotowana pod budowę - ziemia została zorana, rosnące wokół krzewy wytrzebiono. Co prawda nieco wcześniej pan Edward dostrzegł w prasie ogłoszenie o tym, że w Fabianiszkach w okolicy wieży telewizyjnej sprzedaje się licząca 10 arów działka ziemi. A że w okolicy tej wolna działka jest jedyna, i że o nią właśnie od dwóch lat się ubiega, więc wiedziony ciekawością pan Edward zadzwonił do wspomnianego wyżej urzędnika. W odpowiedzi na swe pytanie usłyszał prostą odpowiedź, że nie powinno go to obchodzić. Nie dziwią więc tu pełne goryczy słowa pana Edwarda o tym, że St. Germanas pomógł mu tym, że ziemię tę sprzedano komuś innemu.

Sytuację próbowano co prawda załagodzić twierdząc, że ziemia została jednak panu Edwardowi zwrócona. Urzędnicy mieli tu na myśli 8 arów tuż obok domu pana Edwarda, w którym obecnie mieszka jego syn. Trudno tu jednak mówić o jakimkolwiek zwrocie, gdyż te 8 arów od lat stanowiły własność rodziny Edwarda, były bowiem jedyną pozostałością po 8 ha zabranych przez władzę sowiecką.

Zważywszy wszystkie te bolesne doświadczenia wcale nie dziwi fakt, że pan Edward żałuje, iż został na Litwie, a nie wyjechał do Polski lub Szwecji, tak jak jego bracia. Jako najmłodszy z rodzeństwa został przy ojcu i matce. "Gdy zostałem, żyję z całej rodziny najgorzej, mimo że całe życie ciężko pracowałem" - mówił pan Edward. Z zawodu pan Edward był zdunem, całe też życie budował piece i te zwykłe, kaflowe, i te do pieczenia chleba. Potrafił zbudować piec według dowolnego projektu, nic więc dziwnego, że dawniej powodziło mu się nieźle. I żona pana Edwarda nie musiała pracować zawodowo, i dzieci zdobyły wyższe wykształcenie. Córka pana Edwarda została nauczycielką, syn - inżynierem. Wraz z odzyskaniem przez Litwę niepodległości i związanym z tym kryzysem rodzina straciła wszystkie swoje oszczędności. O naszych czasach zaś najlepiej może świadczyć fakt, że syn pana Edwarda pracuje obecnie jako elektryk, gdyż praca ta jest na Litwie bardziej popłatna niż praca inżyniera.

Mimo tych wszystkich niepowodzeń, pan Edward nie zamierza jednak rezygnować z dochodzenia swych praw do liczącego 10 arów skrawka ojcowizny. Resztę ziemi zgadza się zamienić na rekompensatę, chociaż w wypłacenie tej ostatniej bardzo wątpi. O te 10 arów walczy zaś chcąc polepszyć warunki życia swej rodziny, która mieszka obecnie w nader skromnych warunkach.

Pan Edward nie rezygnuje i za radą adwokata pisze listy do urzędów i instytucji państwowych. Ostatnio zaś na jedną ze swych skarg otrzymał odpowiedź z Komisji Rewizyjnej Sejmu RL. Komisja ta powiadomiła pana Edwarda, że jego skarga zostanie rozpatrzona 21 czerwca. Pan Edward ma nadzieję, że Komisja Rewizyjna udostępni mu dane personalne nowego właściciela działki, o którą od dwóch lat się ubiegał, a wszystko to po to, aby zwrócić się do sądu o rozstrzygnięcie sprawy przynależności tej ziemi.

Kłopoty pana Edwarda Stankiewicza są tylko jednym z wielu przykładów tego, w jaki sposób państwo wywiązuje się z zobowiązań względem swych obywateli. Czy wobec licznych skarg tych, którzy bezskutecznie próbują odzyskać własną ziemię i którzy lata swego życia i zdrowie tracą na chodzenie po urzędach, których jest bez liku, Litwa ugruntuje swój wizerunek państwa demokratycznego, państwa prawa, a tym samym przyśpieszy swe wstąpienie do NATO bądź do Unii Europejskiej? Śmiem wątpić.

Na zdjęciu: Edward Stankiewicz przed laty.

NG 17 (453)