Make your own free website on Tripod.com
Beata Garnyte

"Ty mnie dotykaj, Słowo"

W minionym tygodniu wspominaliśmy o targach książek, które się odbyły w dniach 14-16 kwietnia w Wileńskim Domu Nauczyciela.

"Wiosna książek"

W ramach tych targów odbył się cały szereg mniej lub bardziej udanych zarówno pod względem organizacyjnym, jak i stopnia zainteresowania ze strony publiczności, imprez. Głównym celem targów było, oczywiście, zaprezentowanie wilnianom nowości wydawniczych. W odróżnieniu jednak od targów książek w LITEXPO, tych ostatnich nie było zbyt wiele. Wśród zaprezentowanych nowości można by wymienić takie książki, jak "Eutanazja" R. Fenigsena czy "Dievo palytyjimas" ("Dotyk Boga") B. N. Nathansona. Niestety, ani organizatorzy tych targów, ani sami prezentujący nowości wydawnicze nie wykazali się zbytnią pomysłowością i niemal każde spotkanie z czytelnikami wyglądało identycznie. Sala była zazwyczaj podzielona na dwie części. Po jednej stronie gromadziła się około 30-osobowa publiczność, po innej - 3-4 prelegentów, którzy i prowadzili wieczór. Czasem żaden z występujących nie mógł wykrzesać z siebie ani odrobiny entuzjazmu, a tym samym nierealnym wręcz zadaniem stawało się dla niego zachęcenie czytelników do nabycia nowej pozycji. Podczas takich prezentacji większa część publiczności zmagała się z nieodpartą ochotą opuszczenia sali.

Popołudnie poezji polsko-litewskiej

Podczas minionych targów nie obyło się również bez niedociągnięć organizatorów, bo tak zapewne należałoby nazwać zmianę sali na chwilę przed rozpoczęciem się popołudnia poezji polsko-litewskiej "Ty mnie dotykaj, Słowo". Z pewnością zmiana ta wywołałaby mniejsze niezadowolenie, gdyby czytelnicy byli o tym poinformowani nieco wcześniej. Wystarczyłoby na drzwiach sali wywiesić odpowiednie ogłoszenie. A przecież los publiczności podzieliły także muzycy, którzy się udali, jak się okazało, do niewłaściwej sali, po ogłoszonych zmianach zaś musieli przenieść cały swój sprzęt.

Udział w tym spotkaniu wzięli dwaj poeci z Polski - piszący po litewsku Sigitas Birgelis z Puńska oraz Mieczysław Czajkowski z Krakowa. Również i to spotkanie nie należało do najbardziej udanych, pomimo iż, jak wspomniałam, organizatorzy zatroszczyli się o należną mu oprawę muzyczną - występy flecistów i kanklistek. Prowadzenie tego wieczoru powierzono jednak nieopatrznie V. Kukulasowi, który zresztą też niejednokrotnie podczas sobotniego spotkania powtarzał w pełni zrozumiałą dla wszystkich prawdę, że jest mu o wiele łatwiej zacząć mówić, niż skończyć. Ta cecha wileńskiego poety miała ten ujemny skutek, że bohaterom wieczoru - Sigitasowi Birgelisowi i Mieczysławowi Czajkowskiemu nie udzielona należytej uwagi, zaś na zadawanie pytań i bliższe poznanie twórczości tych poetów w ogóle nie zostało czasu, gdyż pod drzwiami sali czekali już uczestnicy innego spotkania.

Wróćmy jednak do książek prezentowanych podczas tego popołudnia. Mieszkający w Puńsku Litwin Sigitas Birgelis zaprezentował przybyłym swój tomik, zatytułowany "75 wierszy", jak również własne przekłady wierszy Mieczysława Czajkowskiego, które weszły w skład tomiku "Jerozolimskie ślady".

Na pytanie V. Kukulasa, czy mieszkając poza Litwą nie traci swej pamięci etnicznej autentyczności narodowej, Sigitas Birgelis odpowiedział, że we współczesnym świecie coraz mniejszego znaczenia nabiera miejsce, w którym mieszkamy. "Nie czuję się odłączony od litewskiej kultury. W każdym bowiem zakątku ziemi poprzez internet mogę się dowiedzieć, o czym się mówi w litewskim Sejmie, przeczytać litewską gazetę czy książkę." Jest to więc niezwykle wygodny i skuteczny sposób przekazywania informacji, stwierdził S. Birgelis, który ma co prawda jedną ujemną stronę, a mianowicie nie pozwala na selekcję materiału, trafiającego do sieci, dlatego też jest tam wiele niepożądanych stron.

Sigitas Birgelis wspomniał też tu o swoim życiowym kredo, które się wyraża w tym, iż poeta unika wszystkiego, co nie jest potrzebne. "W poezji szukam tych słów, które są bezwzględnie potrzebne. Nie lubię upiększeń" mówił Sigitas Birgelis.

Wespół z Sigitasem Birgelisem tomik poezji "Jerozolimskie ślady" prezentował również jego autor - poeta Mieczysław Czajkowski. Jak stwierdził M. Czajkowski, inspiracją do powstania tego tomiku stała się jego pielgrzymka do Ziemi Świętej śladami J. Słowackiego, Wł. Broniewskiego, zaś w jego skład weszły wiersze bądź bezpośrednio związane z poszczególnymi okresami życia Zbawiciela, bądź też opisywały narody, zamieszkujące Ziemię Świętą - Żydów, Arabów, wszystkich tych, których tak wiele dzieli i tak wiele łączy. "Książka ta zaś miała na celu łączyć ludzi, łączyć w miłości'' - mówił Mieczysław Czajkowski.

Mieczysław Czajkowski jest związany nie tylko z Krakowem, gdzie obecnie mieszka i tworzy. Równie silne więzy łączą go z Wilnem, tu bowiem przyszły poeta mieszkał aż do roku 1937, czyli aż do śmierci ojca. Mając 11 lat opuścił Wilno, po raz pierwszy zaś powrócił dopiero teraz. Nic więc dziwnego, że po tylu latach Mieczysław Czajkowski nie potrafił odnaleźć grobu ojca, nie pamiętał bowiem nawet, na którym z wileńskich cmentarzy ojciec poety został pochowany.

Jak już wspominałam, brak czasu stał się główną przyczyną przerwania tego spotkania, dlatego wszyscy obecni tego dnia na popołudniu poezji polsko-litewskiej rozeszli się mając wrażenie, że nie wszystko zostało do końca powiedziane i zrobione, przede wszystkim przez organizatorów i prowadzącego spotkanie.

NG 18 (454)